Michał Kiełbasa

Michał Kiełbasa

Przywrócić nazwisko gajdziorzowi. Historia Michała Kiełbasy z Kamesznicy

W starych publikacjach i podpisach pod archiwalnymi fotografiami przez lata pojawiało się nazwisko Michał Fiedor. Miał być gajdziorzem z Kamesznicy, członkiem zespołu Józefa Szczotki i jednym z muzyków reprezentujących Żywiecczyznę w okresie powojennym. Informację powtarzano w kolejnych opracowaniach, aż zaczęła funkcjonować jak ustalony fakt.

Tyle że Michał Fiedor nie był Michałem Fiedorem.

Nazywał się Michał Kiełbasa. Urodził się 8 sierpnia 1901 roku w Kamesznicy Górnej. Grał na gajdach, występował w zespole Józefa Szczotki, a muzyka zajmowała w jego życiu miejsce szczególne. Jego właściwe nazwisko udało się przywrócić dzięki kontaktowi z rodziną.

To właśnie takie spotkania są punktem wyjścia badań terenowych prowadzonych przez Fundację Górom w ramach projektu „Żywieccy Gajdziorze”. Badania prowadzą Marta Matuszna, Rafał Bałaś i Maciej Szymonowicz. Odwiedzają rodziny dawnych muzykantów, rozmawiają z seniorami, przeglądają fotografie, dokumenty, kroniki zespołów regionalnych i archiwalne nagrania. Pytają nie tylko o to, kto grał, lecz także gdzie, z kim i 

w jakich okolicznościach. Próbują ustalić, jakie miejsce zajmowali muzykanci w lokalnej społeczności, jak wyglądało ich

 

 codzienne życie i czym granie na gajdach było dla nich samych oraz dla ich rodzin.

Projekt „Żywieccy Gajdziorze” został pomyślany jako połączenie dokumentacji, edukacji i przywracania tradycji grania na gajdach do żywej praktyki. Zebrane materiały mają posłużyć do opracowania biografii dawnych muzykantów, odtworzenia repertuaru, przygotowania wystawy i materiałów edukacyjnych, a także do prowadzenia nauki gry oraz budowy instrumentów. Nie chodzi więc wyłącznie o stworzenie archiwum, lecz o przekazanie odnalezionej wiedzy kolejnym muzykom i zbudowanie warunków, w których kapele gajdy-skrzypce będą mogły ponownie funkcjonować w życiu muzycznym regionu.

 

 

Gajdy i dudy. Dwie historie jednego regionu

Współczesny obraz muzyki Górali Żywieckich najczęściej kojarzony jest z dudami żywieckimi. Instrument ten pozostaje silnie obecny szczególnie w Dolinie Koszarawy, gdzie tradycję udało się zachować, a następnie wzmocnić dzięki pracy muzykantów, budowniczych instrumentów, instruktorów i regionalistów.

Inaczej przedstawia się sytuacja gajd.

W zachodniej części Żywiecczyzny, zwłaszcza w miejscowościach położonych w Dolinie Soły, grali dawniej przede wszystkim gajdziorze. Z czasem ta praktyka niemal zanikła. Repertuar przestał być przekazywany bezpośrednio z jednego pokolenia na następne. W pamięci mieszkańców pozostały nazwiska, pojedyncze melodie, fotografie i krótkie opowieści.

Badania terenowe próbują połączyć te rozproszone fragmenty.

Fundacja Górom od kilku lat prowadzi działania związane z tradycyjną muzyką Żywiecczyzny. Organizuje regularne spotkania muzykanckie, warsztaty, potańcówki i zajęcia, podczas których muzyka wraca do swojej użytkowej funkcji. Nie jest jedynie repertuarem przygotowanym do występu scenicznego. Ponownie staje się muzyką do tańca, spotkania i wspólnego grania.

Doświadczenia zdobyte podczas działań poświęconych dudom żywieckim stały się punktem wyjścia do pracy nad niemal zapomnianą tradycją żywieckich gajdziorzy. W tym przypadku sytuacja jest jednak trudniejsza. Nie wystarczy zaprosić istniejące kapele i stworzyć im przestrzeń do grania. Najpierw trzeba odnaleźć ludzi, nazwiska, fotografie i nagrania. Trzeba ustalić, kto od kogo uczył się gry, gdzie powstawały instrumenty i jak funkcjonowali muzykanci w swoich rodzinach.

 

Nazwisko ze starej fotografii

Podczas spotkania z rodziną na stole pojawiają się fotografie. Badacze próbują ustalić, kogo przedstawiają zdjęcia, kiedy mogły zostać wykonane i w jakich okolicznościach Michał Kiełbasa występował.

Jedno z pierwszych pytań dotyczy nazwiska.

„Czy w rodzinie pojawiało się nazwisko Fiedor?”

Odpowiedź jest jednoznaczna:

„Nie. Dziadek nazywał się Michał Kiełbasa”.

Wcześniejsze publikacje przypisywały mu nazwisko Michał Fiedor. Kolejni autorzy korzystali ze starszych podpisów i powielali informację. Błąd przechodził z jednego opracowania do następnego. Przywrócenie właściwego nazwiska nie jest wyłącznie korektą archiwalną. W badaniach nad muzyką tradycyjną łatwo skoncentrować się na instrumentach, repertuarze i stylach wykonawczych, zapominając, że za każdym nagraniem i każdą fotografią stoi konkretny człowiek. Miał rodzinę, dom, obowiązki, charakter i własne miejsce w społeczności.

W przypadku Michała Kiełbasy przywracanie tożsamości oznacza jednak również próbę przyjęcia całej prawdy o jego życiu. Nie tylko tej związanej z artystycznym uznaniem, występami i wyjątkowym słuchem, lecz także tej trudniejszej, zachowanej w pamięci rodziny.

 

Dwóch Kiełbasów z gajdami

Historia Michała nie zaczyna się od niego samego. Na gajdach grał również jego ojciec, Jan Kiełbasa, pradziadek kobiet, z którymi przeprowadzono rozmowę.

W niektórych publikacjach można znaleźć informację, że Michał przejął instrument po ojcu. Jest to możliwe, ale wymaga ostrożności. Zachowały się bowiem archiwalne fotografie, na których Jan i Michał Kiełbasowie występują jednocześnie, a każdy z nich trzyma własne gajdy. Może to oznaczać to, że w rodzinie znajdowały się co najmniej dwa instrumenty.

Jan Kiełbasa najprawdopodobniej zajmował się również budową gajd. Nie wiadomo jednak, czy wykonał oba instrumenty widoczne na fotografiach ani czy gajdy, które po latach wisiały w domu Michała, były jednym z nich. Dostępne źródła nie pozwalają dziś rozstrzygnąć tego jednoznacznie.

Można natomiast przypuszczać, że Michał uczył się gry od ojca. W rodzinach muzykanckich wiedza często przechodziła w sposób bezpośredni: przez obserwowanie starszego muzyka, wspólne granie, zapamiętywanie melodii i stopniowe przejmowanie instrumentu. W przypadku Kiełbasów fotografia dwóch pokoleń grających jednocześnie stanowi ważne świadectwo takiej rodzinnej ciągłości.

Pokazuje też, że tradycja grania na gajdach nie była związana z pojedynczym, odosobnionym muzykiem. Funkcjonowała w obrębie rodziny, w której instrumenty były obecne przez co najmniej dwa pokolenia. Nie znamy wszystkich szczegółów tego przekazu, ale wiemy, że zanim Michał Kiełbasa stał się członkiem zespołu Józefa Szczotki, dorastał w domu, w którym na gajdach grał także jego ojciec.

 

Dom z dużą sienią

Michał Kiełbasa mieszkał przy głównej drodze w Kamesznicy Górnej. Rodzina zapamiętała jego dom jako duży, drewniany i zamożny jak na ówczesne warunki. Miał ganek, obszerną sień, kuchnię oraz „paradną” część mieszkalną, przeznaczoną na ważniejsze okazje i przyjmowanie gości.

„Jaka była ta sień?” pytają badacze.

„Duża. Tam mogły się odbywać nawet wieczorne potańcówki”.

To krótkie wspomnienie pozwala wyobrazić sobie dom nie tylko jako przestrzeń mieszkalną. Obszerna sień mogła służyć spotkaniom, zabawom i sąsiedzkiemu muzykowaniu. W czasach, kiedy nie każda wieś dysponowała salą czy domem kultury, duże wnętrze prywatnego domu mogło pełnić funkcję przestrzeni wspólnotowej.

Wojna gwałtownie przerwała tę historię.

Rodzina została wysiedlona, a dom przejęli Niemcy. Po powrocie okazało się, że reprezentacyjna część mieszkalna przestała istnieć. Zniknęło wyposażenie, a niektóre pomieszczenia przekształcono w stodołę i miejsce dla zwierząt. Z czasem cały drewniany budynek został częściowo rozebrany i pomniejszony.

Razem z wyposażeniem przepadła prawdopodobnie znaczna część rodzinnego archiwum: dokumenty, fotografie i przedmioty należące do Michała oraz Jana Kiełbasów. Nie wiadomo, ile materiałów związanych z ich działalnością muzyczną mogło znajdować się w domu. Być może były tam kolejne zdjęcia, elementy instrumentów albo narzędzia używane do ich budowy.

Zniszczenie domu częściowo tłumaczy, dlaczego po muzykanckiej rodzinie zachowało się tak niewiele pamiątek.

 

„U nas mówiło się gajdziorz”

Rozmowa schodzi na określenie człowieka grającego na gajdach.

„Jak mówiło się na dziadka?”

„Gajdziorz!”

Nie „gajdosz” i nie „dudziarz”, lecz właśnie gajdziorz.

Dla osoby spoza regionu różnica może wydawać się niewielka. W rzeczywistości nazwy instrumentów i muzyków wyznaczały dawniej lokalne obszary językowe i kulturowe. „Gajdosz” jest określeniem silniej kojarzonym z Beskidem Śląskim. Na Żywieccyźnie używano natomiast określenia „gajdziorz”.

 

Instrument na ścianie

Jedna z wnuczek zapamiętała gajdy wiszące na specjalnym haku w rodzinnym domu. Była wtedy dzieckiem. Nie znała budowy instrumentu ani sposobu, w jaki powstawał dźwięk.

Instrument ją przerażał.

Nie był dla niej wówczas cennym zabytkiem ani symbolem regionalnej kultury. Był dużym, dziwnym przedmiotem ze świata dorosłych, wiszącym na ścianie i budzącym dziecięcy lęk.

Wnuczka pamięta również dziadka ćwiczącego w domu. Chciała wejść do pomieszczenia i go posłuchać, ale drzwi skrzypiały i samoczynnie się zamykały. Michał przerywał wtedy grę.

„Jak się oglądnął, to już był koniec” wspomina.

Nie wiadomo czy gajdy zapamiętane z końca lat pięćdziesiątych były instrumentem wykonanym przez Jana Kiełbasę. Rodzina nie posiada pewnych informacji na ten temat. Wnuczka pamięta tylko jeden egzemplarz wiszący na ścianie, ale fotografie Jana i Michała grających jednocześnie dowodzą, że wcześniej w rodzinie znajdowały się co najmniej dwa instrumenty.

W badaniach terenowych takie niejasności nie są czymś, co należy za wszelką cenę wypełnić przypuszczeniem. Trzeba je zapisać, porównać z fotografiami, konstrukcją zachowanych instrumentów i relacjami innych osób. Czasem odpowiedź pojawia się później. Czasem pozostaje otwartym pytaniem.

 

Muzyka i ciężar codziennego życia

W rodzinnej pamięci Michał Kiełbasa nie pozostał wyłącznie jako ceniony muzyk. Jego postać budzi również trudne emocje.

Wnuczki nie były z nim szczególnie związane. Jedna z nich mówi wprost, że dziadek był mało kontaktowy, nie zajmował się wnukami i pozostawał skupiony przede wszystkim na sobie oraz na muzyce.

„To był artysta” mówi po latach jedna z wnuczek. Po chwili dopowiada: „Tylko artysta”.

Żona Michała Kiełbasy zmarła wcześnie, pozostawiając go z dziećmi. Najstarsza córka miała wówczas jedenaście lat, najmłodsza zaledwie rok. To właśnie na jedenastoletnią dziewczynkę spadła odpowiedzialność za prowadzenie domu, opiekę nad najmłodszą siostrą i pozostałym rodzeństwem. Musiała zrezygnować ze szkoły i przejąć obowiązki, które powinny należeć do dorosłego. Rodzina żyła w biedzie, a ciężar codziennego życia został w dużej mierze przeniesiony na dziecko.

Michał pozostawał natomiast skupiony na gajdach, ćwiczeniu i działalności zespołowej. 

Wnuczki wspominają, że nie chciał chodzić grać zarobkowo po weselach. Występował już z zespołem Józefa Szczotki, wyjeżdżał między innymi do Warszawy. W rodzinnej relacji pojawia się określenie, że „jeździł po świecie”. Światem tym mogła być właśnie Warszawa, odległa od Kamesznicy i kojarzona z występami, podróżą oraz artystycznym uznaniem. 

Z perspektywy rodziny wyglądało to jednak inaczej. W domu brakowało pieniędzy, dzieci potrzebowały opieki, a najstarsza córka musiała przedwcześnie wejść w rolę osoby dorosłej. Dlatego wspomnienie Michała Kiełbasy nie jest w rodzinie jednoznaczne. Był cenionym gajdziorzem i ważnym członkiem zespołu, ale jego całkowite oddanie muzyce miało również trudne konsekwencje dla najbliższych.

Nie chodzi o to, by całą jego biografię sprowadzać do zaniedbania rodziny. Nie można jednak budować jego portretu wyłącznie z określeń takich jak „artysta”, „wybitny muzyk” czy „podpora zespołu”. Pełniejszy obraz wymaga uwzględnienia obu perspektyw: uznania, jakim cieszył się jako muzyk, oraz ciężaru, jaki jego wybory pozostawiły po stronie rodziny.

 

Podpora zespołu Józefa Szczotki

Z zachowanych fotografii i rodzinnych relacji wynika, że Michał Kiełbasa był związany z zespołem prowadzonym przez Józefa Szczotkę. Szczotka należał do ważnych działaczy regionalnych i muzyków Żywiecczyzny okresu powojennego. Jego działalność nie ograniczała się do przygotowywania występów scenicznych.

Odwiedzał także szkoły, prezentował dzieciom muzykę regionu i uczył tradycyjnych tańców. Mieszkańcy Żywiecczyzny pamiętają, że Szczotka przyjeżdżał z kapelą i prowadził zajęcia. Nie zawsze można dziś ustalić dokładny skład muzyków uczestniczących w poszczególnych spotkaniach, ale zachowane fotografie potwierdzają edukacyjny wymiar działalności zespołu.

To ważny kontekst dla biografii Michała. Należał do środowiska, które próbowało zachować regionalny repertuar i przedstawiać go młodszym odbiorcom. Muzyka trafiała na scenę, ale docierała również do szkół i lokalnych społeczności.

Najmocniejsze świadectwo dotyczące pozycji Michała w zespole pochodzi jednak z jego pogrzebu.

Wnuczka miała wtedy dwanaście lat. Zapamiętała wiele osób spoza najbliższej rodziny oraz Józefa Szczotkę przemawiającego nad grobem.

„Co wtedy powiedział?” pytają badacze.

„Powiedział, że dziadek miał słuch absolutny i był podporą całego zespołu”.

Po ponad sześćdziesięciu latach te słowa nadal pozostają w jej pamięci. Trudno dziś rozstrzygnąć, czy Szczotka użył określenia „słuch absolutny” w jego ścisłym znaczeniu, czy chciał w ten sposób podkreślić wyjątkową muzykalność, pewność intonacyjną i znaczenie Michała dla całej grupy.

Nie zmienia to zasadniczego sensu jego wypowiedzi. Kierownik uważał Michała Kiełbasę za jednego z najważniejszych muzyków zespołu.

Ta ocena nie unieważnia rodzinnych wspomnień. Pokazuje raczej, że ten sam człowiek mógł być inaczej postrzegany w różnych przestrzeniach. Dla Szczotki był podporą zespołu. Dla wnuczek był mało kontaktowym dziadkiem. Dla własnych dzieci mógł być ojcem, który po śmierci żony nie potrafił przejąć odpowiedzialności za dom. Dla mieszkańców regionu pozostawał gajdziorem.

Każda z tych perspektyw mówi o nim coś istotnego.

 

Głos Józefa Szczotki nad grobem 

Michał Kiełbasa zmarł w maju 1962 roku. Został pochowany na cmentarzu w Milówce. Na grobie umieszczono informację, że grał na gajdach.

Jego wnuczka nie wspomina pogrzebu jako chwili osobistej rozpaczy. Mówi otwarcie, że nie była z dziadkiem silnie związana uczuciowo. Mieszkała w innym domu, wychowywała się bliżej drugiego dziadka.

Sam pogrzeb zapamiętała jednak bardzo wyraźnie. Było na nim wiele nieznanych jej osób. Szczególne wrażenie zrobił na niej Józef Szczotka, który po zakończeniu przemowy zawołał mocnym głosem:

„Śpij, Michale, w ciemnym grobie,
niech się gajdy przyśnią tobie”.

W pamięci dwunastoletniej dziewczynki pozostał głos rozchodzący się po cmentarzu i słowo „gajdy”, odnoszące się do instrumentu wiszącego wcześniej na ścianie rodzinnego domu.

„To mnie tak dotknęło. Gajdy się przyśnią w grobie” wspomina po latach.

Nie była to wypowiedź kapeli ani muzyczne pożegnanie z udziałem instrumentów. Szczotka zawołał to sam. Tym bardziej jego głos zapisał się w pamięci dziecka.

 

Pamięć nie jest pomnikiem

Rozmowy z rodzinami dawnych muzykantów pokazują, że pamięć działa inaczej niż dokument urzędowy. Nie porządkuje faktów chronologicznie, nie zawsze podaje dokładne daty i nie odpowiada na wszystkie pytania.

Wnuczka może nie wiedzieć, kto zbudował instrument jej dziadka, ale dokładnie pamięta skrzypiące drzwi. Nie zna jego repertuaru, lecz po kilkudziesięciu latach przytacza słowa wypowiedziane nad grobem. Nie potrafi opisać konstrukcji gajd, ale pamięta, że się ich bała.

Z punktu widzenia badań każda z tych informacji ma inną wartość. Nazwisko i data urodzenia mogą zostać zweryfikowane w dokumentach. Obecność dwóch instrumentów potwierdzają fotografie Jana i Michała Kiełbasów. Informacja o budowaniu gajd przez Jana wymaga dalszej weryfikacji. Ocena charakteru Michała oraz skutków jego zachowania pozostaje natomiast częścią rodzinnego doświadczenia.

Badania terenowe nie polegają na bezkrytycznym przepisywaniu wspomnień. Każdą relację trzeba zestawiać z dokumentami, fotografiami, nagraniami i innymi przekazami. Nie można jednak ograniczać się wyłącznie do faktów, które da się potwierdzić w księgach i archiwach. W pamięci rodzinnej zachowuje się bowiem to, czego archiwum zwykle nie rejestruje.

Celem takiego badania nie jest ani osądzenie Michała Kiełbasy, ani stworzenie jego wyidealizowanego portretu. Chodzi o przedstawienie człowieka w możliwie pełnym wymiarze.

 

Historia Michała Kiełbasy nadal zawiera wiele luk. Nie znamy dokładnie jego repertuaru. Nie potrafimy ustalić wszystkich składów, w których występował, ani wszystkich miejsc, do których wyjeżdżał z zespołem Józefa Szczotki. Nie wiemy, który instrument należący do rodziny zbudował Jan Kiełbasa i czy właśnie na nim Michał grał pod koniec życia.

Wiemy jednak więcej niż przed rozmową.

Wiemy, że Michał urodził się 8 sierpnia 1901 roku w Kamesznicy Górnej. Wiemy, że jego ojciec Jan także był gajdziorzem i najprawdopodobniej budował instrumenty. Możemy przypuszczać, że właśnie od ojca Mic

hał uczył się muzyki.

Wiemy, w jakim domu mieszkał i jak wojna zmieniła losy tego miejsca. Wiemy, że rodzina nazywała go gajdziorzem. Wiemy, że ćwiczył w domu, że denerwowały go skrzypiące drzwi i że pozostawał skupiony na muzyce. Wiemy, że Józef Szczotka uważał go za podporę zespołu i wspominał jego wyjątkowy słuch.

Przede wszystkim wiemy jednak, że nazywał się Michał Kiełbasa.

Dzięki świadectwu rodziny przestaje być błędnie podpisaną postacią ze starej fotografii. Wraca jako konkretny człowiek: syn Jana Kiełbasy, mieszkaniec Kamesznicy, członek zespołu Józefa Szczotki.

Od takich historii zaczyna się przywracanie pamięci o żywieckich gajdziorzach. Nie od tworzenia pomników i nie od opowieści o abstrakcyjnej tradycji. Od nazwiska, domu, dwóch instrumentów na starej fotografii, gajd wiszących na ścianie i głosu wnuczki, która pamięta zarówno słowa wypowiedziane nad grobem, jak i to, jak obecność muzyki wpływała na życie całej rodziny.